Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Mieszkania socjalne w Poznaniu

  • Dział: Społeczeństwo
  • Galeria
Kontrplan Kontrplan

Niedobór mieszkań socjalnych oraz ich często substandardowy charakter stanowią poważny problem społeczny, który nie jest przedmiotem szczególnych dociekań czy też debaty publicznej.

Rodziny najuboższe są sukcesywnie wysiedlane do kontenerowych osiedli lub hoteli robotniczych, bądź też od pokoleń mieszkają w barakach, zrujnowanych kamienicach czy domkach letniskowych, przystosowanych na cele mieszkalne. Jeżeli władze lokalne decydują się na wybudowanie nowych mieszkań socjalnych, te są monitorowane i pilnowane przez ochroniarzy. Generalnie przyjmuje się, że mieszkania socjalne muszą mieć charakter substandardowy, być gorsze od mieszkań „normalnych”. Stanowią swego rodzaju karę za ubóstwo.

     Na początku bieżącego roku grupa badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów oraz z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej, podjęła badania nad tym problemem. Okazją do tego stała się wystawa amerykańskiej artystki Marthy Rosler. Ekspozycji w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej towarzyszyła seria debat na tematy społeczne, wśród których trzy prezentacje dotyczyły sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Za namową Doroty Grobelnej, historyczki sztuki i kuratorki, organizatorki tej części dyskusji, postanowiliśmy przeprowadzić badania ankietowe i nagrać wywiady z mieszkańcami poznańskich lokali socjalnych. Do debaty dołączyli także, prezentując problemy dotyczące stolicy, m.in. przedstawiciele i przedstawicielki Inicjatywy Pracowniczej, Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Kolektywu Syrena.

Dwa osiedla

Badaniem objęliśmy dwa zupełnie różne skupiska mieszkań socjalnych w Poznaniu. Jedno z osiedli mieści się przy ulicy Nowotarskiej. Jest ono położone – jak zwykle w takich przypadkach – na zupełnych peryferiach, ok. 10 km od centrum miasta, w bezpośrednim sąsiedztwie składowiska odpadów, torów kolejowych i lotniska wojskowego na Krzesinach. Na cele komunalne zostało tu zaadaptowanych ok. 50 mieszkań mieszczących się w jednokondygnacyjnych barakach. Jak się dowiedzieliśmy, zostały one wybudowane w okresie II wojny światowej by spełniać rolę obozów pracy. Podobne skupiska baraków można zresztą znaleźć także w innych częściach Poznania, np. przy ulicy Czechosłowackiej i Opolskiej. Po wojnie zostały one w większości wykorzystane jako mieszkania komunalne i taką rolę pełnią do dziś. Charakteryzują się wyjątkowo niskim standardem, często nie spełniając po prostu współczesnych norm prawa budowlanego, a mimo to, z powodu braku innej możliwości, miasto w dalszym ciągu zasiedla je nowymi lokatorami.
    Inny charakter ma osiedle Nadolnik, gdzie znajduje się kilka bloków komunalnych i jeden socjalny - z 51 mieszkaniami. Ono również jest zlokalizowane nieco peryferyjnie, lecz w o wiele mniejszym stopniu (ok. 5 km od centrum miasta). Przede wszystkim jednak na osiedle to składają się budynki oddane do użytku względnie niedawno, w ostatnich 10 latach.
Polityka mieszkaniowa
Warto w tym miejscu zauważyć, iż w kwestii mieszkaniowej mamy w Poznaniu do czynienia z sytuacją krytyczną. Urząd miasta ocenia niedobór mieszkań dla najniżej materialnie sytuowanych rodzin na około 2-3 tys., jednak Wielkopolskie Stowarzyszenia Lokatorów szacuje te potrzeby aż na 10 tys. lokali. Oprócz bowiem ok. 2 tys. rodzin, nad którymi wisi groźba eksmisji i kilkuset osób oczekujących na przydział „komunalki”, tysiące poznańskich rodzin, np. w budynkach przy ul. Nowotarskiej czy Opolskiej, mieszka w fatalnych warunkach. Od połowy lat 90., kiedy to w zarządzie miasta pojawił się Ryszard Grobelny (od 1998 r.
nieprzerwanie pełniący urząd prezydenta miasta), do końca 2012 r. wybudowano (wg GUS) jedynie 832 mieszkania komunalne, a jednocześnie zasoby gminne skurczyły się
o ok. 12 tys. lokali.
    Dzisiejszy kryzys w mieszkalnictwie, przejawiający się m.in. masowymi wysiedleniami, rosnącymi zaległościami czynszowymi i narastającą liczbą konfliktów lokatorskich, jest zatem bezpośrednią konsekwencją polityki prezydenta Grobelnego i jego otoczenia.

Wyniki badań ankietowych

Na obu osiedlach przeprowadziliśmy łącznie 49 wywiadów kwestionariuszowych, z czego 38 dotyczyło mieszkań socjalnych (pozostała część, 11 wywiadów, mieszkań komunalnych przy ulicy Nowotarskiej). Około 1/3 mieszkańców lokali socjalnych trafiła tam w wyniku eksmisji, co dziesiąty lokator mieszkanie zaskłotował i nie posiadał tytułu prawnego do lokalu, a pozostała część znalazła się tam „z przydziału”.
    Badane mieszkania socjalne były przepełnione: średnio na jedną osobę przypadało 14,3 m2
powierzchni użytkowej, podczas gdy średnia dla Poznania wynosi 26,1 m2, a w miastach europejskich - 32,0 m2. Jest to tym bardziej trudne do zaakceptowania, że blisko połowa lokatorów mieszkań socjalnych to dzieci (według naszych ustaleń: 65 dzieci w 38 mieszkaniach socjalnych).
    Średni dochód miesięczny na osobę netto w badanych gospodarstwach domowych wynosił 493 zł. Mimo iż czynsze nie wydają się wygórowane, wraz z dodatkowymi opłatami za media pochłaniają one blisko połowę dochodów netto ankietowanych (średnio w Polsce, wg GUS, koszt ten stanowi nieco ponad 20% rozporządzalnego dochodu rodziny per capita). Największy problem stanowią opłaty za prąd i koszt ogrzania mieszkania w sezonie zimowym. Na Nadolniku blok socjalny zaprojektowano tak, że wszystkie urządzenia są tam na prąd, co znacznie podnosi koszty eksploatacji. W takich okolicznościach ponad 60% osób z mieszkań socjalnych twierdziło, że lokatorzy osiedli mają kłopot z opłacaniem czynszu; nikt nie był przeciwnego zdania (pozostałym 40% trudno było coś w tej kwestii powiedzieć).
    Co czwarty badany dorosły mieszkaniec lokali socjalnych nie pracował. Gdyby odnieść to do osób aktywnych zawodowo, stopa bezrobocia w tej grupie wynosiłaby ponad 50%. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze, w dużej części są to osoby zmuszone opiekować się (niekiedy samodzielnie) dziećmi lub osobami niepełnosprawnymi czy starszymi. Sytuacji nie poprawia okoliczność peryferyjnego położenia osiedli socjalnych oraz braki w infrastrukturze, w tym utrudnienia komunikacyjne i brak instytucjonalnej opieki nad małymi dziećmi. Wreszcie lokatorzy mieszkań socjalnych należą do grupy osób najgorzej opłacanych na rynku pracy, gdzie standardem są „umowy śmieciowe” oraz zatrudnianie „na czarno”. Warto dodać, iż ponad ¾ badanych legitymuje się wykształceniem podstawowym i zawodowym, przy średniej w Poznaniu wynoszącej ok. 30%. Wykształcenie wyższe deklarowała jedna badana osoba (średnia w Poznaniu: 31,7%).

Mit patologii

W efekcie naszych badań powstał również zrealizowany przez grupę Kontrplan film pt. „(Sub)standard”, na który składają się przede wszystkim cztery wywiady z osobami (rodzinami) opisującymi w jaki sposób trafiły do mieszkań socjalnych. Obraz ten obala mit, że mieszkańcy „socjalek” to patologia. Owszem, badani sami narzekają na uciążliwe sąsiedztwo czy dewastację, ale większość z mieszkańców osiedli socjalnych nie odróżnia się in minus od typowej poznańskiej rodziny. Nagromadzenie problemów społecznych na tego typu osiedlach bierze się głównie z sygnalizowanych wcześniej przyczyn obiektywnych. Mieszkańcy mają zresztą częściowo ich świadomość. W wywiadach i ankietach mówią o trudnych warunkach mieszkaniowych, nieprzyjaznym otoczeniu, braku poczucia bezpieczeństwa, biurokratycznych ograniczeniach i trudnościach materialnych.
    Niestety wszystko wskazuje na to, iż w najbliższym czasie sytuacja w tym względzie będzie się pogarszać. Dla przykładu, w latach 2004-2012 mieliśmy w Poznaniu do czynienia ze spadkiem nominalnej wartości dodatków mieszkaniowych o 24,7%. W tym samym okresie realny (to jest po uwzględnieniu inflacji,) spadek wartości tych dodatków wyniósł aż 35,4%. Nie może zatem dziwić, iż zadłużenie czynszowe (powyżej 3 miesięcy) w zasobach komunalnych wzrosło w latach 2007-2011 z 27% do 37%. Rośnie ono gwałtownie również w zasobach wspólnot mieszkaniowych.
    Polityka miasta, która obecnie zmierza do budowy większej liczby mieszkań komunalnych (choć nawet te plany są kroplą w morzu potrzeb) podyktowana jest wyłącznie potrzebą ograniczenia roszczeń właścicieli mieszkań prywatnych. Domagają się dla lokatorów, nad którymi ciąży wyrok eksmisji (blisko 2 tys. rodzin), przydziałów mieszkań socjalnych z puli gminy. Jednak w Poznaniu brak jest lokali tego typu, a wypłacane z tego tytułu odszkodowania prywatnym właścicielom sięgają 10 mln zł. rocznie, co – jak się okazuje – dla władz miasta stanowi powód do dumy, bowiem prognozy mówiły o nawet 20 mln. Wartość odszkodowań udało się zresztą ograniczyć nie tyle poprzez budownictwo komunalne, co za sprawą masowych eksmisji skutkujących zwolnieniem części zasobów mieszkaniowych.
    Warto przy tym zauważyć, że realnych potrzeb i warunków mieszkaniowych nikt w Poznaniu nie bada i nie dyskutuje o nich, zapewne w obawie przed wywołaniem przysłowiowego wilka z lasu. Mogłoby się bowiem okazać, że przy obecnej polityce władz miasta potrzeby te są nie do zaspokojenia w perspektywie następnych
kilku dziesięcioleci.

Postulaty

Badania mieszkań socjalnych to kolejny przyczynek do diagnozy sytuacji mieszkaniowej w Poznaniu. W 2013 r. przeprowadziliśmy badanie dotyczące pustostanów, których liczbę w samej stolicy Wielkopolski szacuje się na nawet 30 tys. (pisaliśmy o tym w poprzednim, 40 numerze Biuletynu). Wiele budynków zostało wysiedlonych za sprawą tzw. czyścicieli kamienic. Mogłyby one w dużej części pokryć zapotrzebowanie na lokale socjalne.
    W kwestiach szczegółowych: Wielkopolskie Stowarzyszenia Lokatorów domaga się od władz miasta przyjmowania wszystkich składanych w Wydziale Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej wniosków o przyznanie mieszkania socjalnego lub komunalnego i ustosunkowywania się do nich na piśmie, w drodze ogólnie przyjętej procedury administracyjnej. Do tej pory wielu mieszkańcom odmawiano przyjmowania takich wniosków ustnie.
    WSL żąda także, aby odpowiednia komisja przyznająca mieszkania socjalne zbierała się częściej niż raz do roku. Dotychczasowy tryb przyznawania mieszkań, które niekiedy potrzebne są w trybie interwencyjnym, powoduje, że wielu potrzebujących lokatorów miesiącami pozostaje bez nadziei na jakąkolwiek pomoc czy choćby odpowiedź na podanie o przydział. Wnioski takie powinny być tymczasem rozpatrywane na bieżąco.
    Przede wszystkim jednak WSL domaga się zmiany zasad przyznawania mieszkań socjalnych i komunalnych, które obecnie są zbyt restrykcyjne. Jest wiele rodzin, które z jednej strony mają za mało środków, aby wynająć mieszkanie na wolnym rynku, ale – z drugiej – nie kwalifikują się do otrzymania mieszkania komunalnego czy socjalnego.

Jarosław Urbański

Artykuł ukazał się pierwotnie w 41 numerze Biuletynu Inicjatywa Pracownicza