Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Wywiad: Na UAM czyste kafelki są ważniejsze niż nasze życie

  • Dział: Wielkopolskie

Od 2003 r. Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu zaczął zlecać firmom zewnętrznym wykonywanie części prac podstawowych. Obecnie 60 proc. pracowników pionu technicznego zatrudnionych jest przez podwykonawców. To głównie ich kosztem uniwersytet tnie wydatki związane z utrzymaniem własnej infrastruktury. System podwykonawstwa na polskich uniwersytetach jest wprowadzany już od kilku lat - głośno było w 2009 r. o grupowych zwolnieniach personelu na UMCS w Lublinie i działaniach protestacyjnych (zobacz film na ten temat pt. "Niewidzialne kobiety").

Poniżej przedstawiamy rozmowę z dwoma pracownicami personelu sprzątającego Wydział Nauk Społecznych. Uniwersytet jest miejscem ich pracy od wielu lat, ich codzienne wysiłki umożliwiają funkcjonowanie tej instytucji. Przy okazji dokonywanych co jakiś cas przetargów zmienia się jednak ich formalny pracodawca, a wraz z nim umowy i warunki pracy. Od grudnia zeszłego roku kobiety zatrudnione były przez spółkę FMD Marcin Działowski (choć formalnie umowę podpisały z firmą z Londynu, której prezesem był również Marcin Działowski). Podczas rozmowy zwracają uwagę na pogarszające się warunki pracy, rosnące obciążenienie obowiązkami oraz codzienną kontrolę zarówno ze strony formalnego pracodawcy-podwykonawcy, jak i uniwersyteckiej administracji.

W lutym uniwersytet zerwał kontrakt z podwykonawcą, tymczasowo zlecając sprzątanie poprzedniemu usługodawcy. Firma nie wypłaciła wynagrodzeń za dwa miesiące pracy (zrobiła to dopiero po głośnych protestach i naciskach). Część sprzątaczek straciła pracę, część podpisała tymczasowe kontrakty z firmą sprzątającą WNS do następnego przetargu.

Inicjatywa Pracownicza: Jak wygląda praca personelu sprzątającego na uniwersytecie?

Wiktoria*: Pracujemy na dwie zmiany – ranną i nocną. Ranna zaczyna się o 4 rano, nocna o godz. 18. W pracy musimy być jednak wcześniej, żeby się przygotować. Każdy pracownik musi posprzątać dany rejon, według określonego metrażu – mogą obejmować np. kilka sal, toalety i schody, albo po prostu kilkanaście sal. W salach czyścimy prawie wszystko: podłogę, stoliki, parapety, tablicę, drzwi, nieraz nawet ściany. W toaletach trzeba jeszcze ponalewać mydła, rozłożyć papier itd. Niektóre z nas dodatkowo sprzątają także aulę. Za pracę w nocy powinien przysługiwać dodatek, nigdy go jednak nie dostałyśmy.

Paulina*: Wcześniej nie było nocnej zmiany. Uniwersytet na to nie zezwalał tłumacząc, że gdyby coś się stało to nie byłoby nikogo do pomocy. Z powodu bardzo słabych zarobków pracownicy wymusili jednak nocną zmianę. Dlatego że pracując w takim trybie jak teraz, mogą zatrudnić się jeszcze w innym miejscu. Część osób pracuje po prostu w innym budynku na uniwersytecie, ale dla innego pracodawcy.

IP: Ile godzin dziennie pracujecie? Wystarcza wam czasu na posprzątanie kilkunastu sal?

W: Pracujemy teoretycznie cztery godziny. Jeśli jednak zaczynamy rano to musimy oddać klucze przed godz. 8, mamy więc mniej czasu na samo sprzątanie. Z kolei wieczorem często zostajemy dłużej, oczywiście za darmo. Problemem jest to, że zakres rejonów, które musimy sprzątać przygotowany jest na pełen etat. My musimy go posprzątać w trakcie połowy etatu. To prawie niewykonalne, ale nikt się o to nie martwi, musimy dawać radę.

P: Pracownicy powinni się zjednoczyć i przeciwstawić takim warunkom. Nie ma jednak solidarnej grupy, która odważyłaby się coś zrobić. Wszyscy boją się, że od razu zostaną wykopani. Jak zgłaszamy uwagi to od kierownictwa słyszymy: „Jak się wam nie podoba to bierzcie manatki i do widzenia”.

IP: Czyli waszym głównym problemem jest za duży metraż do posprzątania?

W: Między innymi. Sprzątam uniwersytet od wielu lat. Pracowałam w tym czasie dla kilku zewnętrznych firm, które wygrywały przetargi. Każdy pośrednik zwiększał metraż rejonów. Jednocześnie spada liczba pracowników technicznych. Chciałabym się dowiedzieć, kto obecnie ustala normy i na jakiej podstawie?

P: Poza tym wciąż brakuje nam środków do czyszczenia. Najgorzej było w przypadku firmy Marcina Działowskiego. Dostawałyśmy jedynie uniwersalny płyn do czyszczenia, ewentualnie do ubikacji i podłóg. Brakowało środków na kamień, płynów i kostek zapachowych. Raz jak kupili kostki do ubikacji, mieliśmy podzielić 5 sztuk na 8 osób sprzątających toalety. Później firma oskarżyła nas o kradzież, stwierdzając, że było ich wystarczająco, tylko my je rozkradłyśmy. Dochodziło do tego, że jak dostałam jakiś płyn to chowałam go przed innymi pracownikami, żeby go nie stracić i nie musieć czyścić wszystkiego samą wodą.

W: Zgłaszałyśmy do przełożonych braki, zostawiałyśmy im kartki z informacjami, czego potrzebujemy, żeby zrealizować wszystkie zadania. Bez rezultatów. Codziennie czegoś brakowało albo w ogóle nic nie było. Kierownik firmy komentował wtedy: „myjcie ile się da płynem, a resztę wodą”.

IP: Uniwersytet zerwał umowę ze spółką FMD Marcin Działowski, ponieważ nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Czy powodem tej sytuacji był brak środków czyszczących?

WiP: Między innymi. Zdarzało się, że samą wodą nie mogłyśmy doczyścić niektórych elementów. Nasi przełożeni twierdzili, że są stare i że nie musimy ich myć. Kierowniczka z uniwersytetu myślała inaczej i wpisywała firmie skargi. Założyła specjalny zeszyt i każdego dnia wszystko kontrolowała, każdy najdrobniejszy szczegół kończył się skargą. Zastanawiające jest to, że od kiedy spółkę FMD Działowski zastąpiła firma poprzednio sprzątająca WNS, dziennik uwag zniknął. To, co kiedyś kierowniczka uważała za błąd czy duże zaniedbanie, teraz nie stanowi żadnego problemu. Nie ma też tyle kontroli.

Uważamy, że jeśli UAM chciał zerwać kontrakt z FMD w grudniu powinien to zrobić od razu, nie wyżywając się za błędnie wybraną firmę na nas. Tymczasem UAM trzymał ich do końca lutego, ostatecznie im nie płacąc. W ten sposób zagwarantowali nam pracę pod ciągłą kontrolą ze strony administracji i w ciągłym stresie, a dodatkowo bez wynagrodzenia. Gdyby zwolnili ich w grudniu, przynajmniej nie naraziliby nas na pracę za darmo.

IP: Czy w międzyczasie były jakieś problemy z wypłacaniem przez nich pensji pracownikom?

WiP: Tak, już po pierwszym miesiącu. Zapłacili nam tylko dlatego, że kierowniczka UAM zatrzymała cały ich sprzęt, m. in. wózki. Nie wydawała im go przez tydzień, dopóki nie dostaliśmy pieniędzy. Po tym zdarzeniu kierownicy firmy zaczęli dziwnie się zachowywać. Krążyły słuchy, że w następnych miesiącach uniwersytet im nie zapłaci, a oni wtedy nie wypłacą pensji pracownikom.

IP: Ostatecznie tak się właśnie stało, za kolejne miesiące nie otrzymałyście wynagrodzeń. Dlaczego ponownie nie zatrzymano ich sprzętu?

WiP: Prawdopodobnie zerwali kontrakt z firmą nie płacąc jej, więc przestali się nią całkowicie interesować, łącznie z pracownikami, którzy byli przez nią zatrudnieni. Zamietli problemy pod dywan, a nas zostawili samemu sobie. UAM musiał wiedzieć, że skoro wcześniej były problemy z wypłacaniem przez nich wynagrodzeń, to po zerwaniu kontraktu z nimi i odmowie zapłaty, my nigdy nie zobaczymy naszych pieniędzy. Nic ich to jednak nie obchodziło, liczyły się pieniądze, oszczędności i to, żeby budynki były posprzątane tak, jak chce kierowniczka. Na UAM czyste kafelki są ważniejsze niż nasze życie i to, czy otrzymamy wynagrodzenie za naszą ciężką pracę, czy będziemy mieli za co żyć. Tak naprawdę uniwersytet bardziej nam zaszkodził, niż pomógł – po prostu szybko pozbył się problemu. Dla nas oznaczało to początek kłopotów.

IP: Pracownicy nie buntowali się przeciwko takiemu traktowaniu?

WiP: Między pracownikami brakuje solidarności. Na uniwersytecie panuje atmosfera strachu. Jeśli ktoś zrobi coś, co chociaż trochę się nie spodoba, od razu grozi się mu zwolnieniem.

IP: Czy dodatkowo wpływa na to niestabilny charakter pracy? Czy nie jest tak, że pracownicy nie czują sensu podejmowania walki w pracy, która dla większości ma tymczasowy charakter?

P: Raczej nie. Wpływa na to ogólna sytuacja na rynku pracy, to, jak ciężko jest dostać jakąkolwiek pracę, a dostępne oferty proponują zazwyczaj skandaliczne warunki. Dochodzi do tego stres związany z zaciągniętymi kredytami i innymi pożyczkami. Głównie przez to każdy się boi.

IP: Nie dyskutowaliście o tej sytuacji ze sobą? Nie próbowaliście się jakoś wspólnie zabezpieczyć?

WiP: Większość z nas albo pracuje w dwóch miejscach, albo ma małe dzieci. Dodatkowo pracujemy na dwie zmiany i na pół etatu. Nie mamy przerw. Musimy naprawdę się uwijać, żeby ze wszystkim zdążyć, a następnie od razu biegniemy do drugiej pracy. Czasami rozmawiamy po wyjściu z uniwersytetu, ale najczęściej nie ma na to czasu. W takich warunkach trudno zbudować relację między pracownikami i się zorganizować.

IP: Czy kiedykolwiek otrzymaliście jakieś wsparcie od innych osób z uniwersytetu – doktorów, profesorów, itd.?

WiP: Oni nas nie zauważają. Przychodzimy na uniwersytet, robimy swoje i wychodzimy. Nikogo z pozostałego personelu to nie obchodzi, dla nich jesteśmy niewidoczni.

IP: Firma, która sprząta WNS do przetargu wyznaczonego na koniec marca, robiła już to wcześniej. Jak się Wam dla niej pracuje?

P: Zarobki są niższe niż oferował nam FMD Marcin Działowski, mamy jednak nadzieję, że kiedy firma wygra przetarg pod koniec miesiąca, dostaniemy umowy o pracę. Tak było poprzednim razem. Obecnie mamy umowy o dzieło. Za każdym razem dostajemy je z dużym opóźnieniem, przez co do końca nie możemy być pewni, za ile pracujemy. Nasi obecni szefowie byli na spotkaniu, które w grudniu FMD Działowski zrobił z pracownikami, dowiedzieli się tam wszystkiego o oferowanych przez nich warunkach pracy. Teraz zapowiedzieli, że nie będą dawali już umów o pracę, tylko umowy o dzieło, tak jak Działowski. Mamy jeszcze jednak odrobinę nadziei, że tak nie będzie. Obawiamy się też, że znów zwiększą metraż rejonów.

W: Tak jak mówiłam, pracowałam już dla kilku pośredników, które podpisywały kontrakty z UAM. Za każdym razem jest coraz gorzej. Wymagań jest coraz więcej, a płace spadają. Dodatkowo warunki pracy stają się coraz bardziej niepewne.

IP: Wcześniej wspominały Panie, że chodzą do pracy na 4 rano albo na 18. Jak wygląda Wasz dzień powszedni?

P: Ja pracuję jeszcze w drugim miejscu. Jak wracam z rannej zmiany, zjem coś i wychodzę do następnej pracy. Tak jest codziennie. Od 4 lat pracuję 7 dni w tygodniu, z tą różnicą, że w weekendy chodzę tylko do jednej pracy. Mam kredyt, pracując w jednym miejscu nie dałabym rady go spłacać. Rozglądam się za innymi możliwościami, chciałabym znaleźć jedną pracę, ale bardziej konkretną. Niestety albo warunki są bardzo słabe: umowy tylko na tydzień lub pensja 5 zł/h, albo trzeba dojeżdżać bardzo daleko lub się przeprowadzić. Mam blisko 50 lat i muszę przyznać, że już opadam z sił. Nie mam chęci do pracy, wszystkiego mi się odechciewa.

IP: Jak spędzają Panie wolny czas?

W: Jeśli mam wolną chwilę, śpię.

P: Praktycznie nie mam wolnego czasu, ale kiedy mogę kładę się do łóżka lub włączam telewizor, żeby zasnąć przy dźwięku wiadomości.

IP: Co chciałyby Panie zmienić ?

WiP: Obecnie głównie warunki pracy – umowy o dzieło na umowy o pracę, żeby była bardziej stabilna, ale też żebyśmy mogły brać płatne urlopy. Teraz nie mamy ani wakacji, ani chorobowego, a ile człowiek może pracować, naprawdę opadamy z sił. Poza tym wyższe płace oraz zmiana metrażu rejonów na mniejszy. No i ludzie mogliby być inni, bardziej życzliwi i solidarni, a mniej zestresowani i skupieni tylko na sobie.

IP: Dziękujemy za rozmowę.

* Imiona pracownic zostały zmienione