„Gazeta Wyborcza” (GW) jest jednym z mediów, które najbardziej emocjonalnie reaguje na wszelakie próby podważenia „osiągnięć” transformacji systemowej.
Przedstawiamy poniżej wywiad, udzielony amerykańskiej witrynie internetowej Ideas & Action przez Kevina Doyla, członka oddziału irlandzkiej organizacji anarchosyndykalistycznej Workers Solidarity Movement z miejscowości Cork,
„Polska to zielona wyspa na mapie Europy” – w taki sposób rządowi ekonomiści nazwali nasz kraj, odnosząc się do dobrej kondycji polskiej gospodarki w czasach trawiącego całą Europę kryzysu
Protesty lokatorskie w Polsce są coraz głośniejsze. Rozwijają się w odpowiedzi na kolejne reformy prawa mieszkaniowego, realizowane w imię interesów deweloperów i kamieniczników.
Dla rządzących polskimi miastami przestrzeń miejska i zasoby mieszkaniowe jawią się niemal wyłącznie jako potencjalne źródło zysków, a nie jako sposób realizacji najważniejszych potrzeb miejskich społeczności.
O co chodzi z tym czarnym kotem? - pytają nas ludzie obserwujący czarno-czerwone flagi Inicjatywy Pracowniczej z umieszczonym na nich prężącym grzbiet najeżonym kocurem (a dokładniej jego kuzynem z rodziny kotowatych – żbikiem).
| Gdańsk: Proces przeciwko Poczcie Polskiej |
| czwartek, 09 października 2008 20:04 |
|
Tymczasem listonosze do obrony swojego życia i wciąż podnoszonych sum gotówki posiadają jedynie gaz pieprzowy na psy z informacją "nie stosować przeciw ludziom", co potwierdza, że nie jest przeznaczony do ochrony przed napadem rabunkowym oraz przestarzały sygnalizator dźwiękowy, który nie zawsze działa. Sprzeciw listonosza dotyczył więc bezpieczeństwa wszystkich listonoszy w całej Polsce, którzy co dziennie ryzykują swoje zdrowie i życie aby dostarczyć klientom przysługujące świadczenia. Sprawa jest o tyle bulwersująca, że od 2-3 lat zmusza się listonoszy do przenoszenia coraz poważniejszych kwot, bez dbałości o zwiększenie ich bezpieczeństwa. Jest wręcz odwrotnie, bo w tym samym czasie rotacja wśród pracowników jest ogromna z powodu niskich płac i nie przestrzegania prawa pracy przez Pocztę Polską. Dodatkowo tajemnice rzekomo chroniące życie doręczycieli wypływają z firmy. Wiadomo już ile listonosz ma danego dnia gotówki, kiedy wychodzi w rejon i jaką ma trasę oraz jakie środki do "ochrony" posiada. To nienormalne podejście przy tych olbrzymich kwotach, lecz dla dyrekcji lepiej wcisnąć listonoszom fortunę do rozniesienia na raz, niż pozwolić na kilkakrotne bezpieczniejsze zasilanie w urzędach, bo wtedy trzeba płacić pracownikom nadgodziny przy tak obciążonych, rozległych rejonach. Przecież Poczta Polska nie zatrudni kolejnych listonoszy, bo i coraz mniej takich "głupich", a z armii administracji nikt nie przejdzie do tej służby. Dlatego kierownictwo podejmuje ryzyko, a zwłaszcza, że nie dotyczy ich samych tylko listonoszy. To "czysty" zysk i tutaj nie ma sentymentu. Pieniądze i tak są ubezpieczone, a listonosze niech się sami martwią, ale nie protestują, bo dzięki marnym wynagrodzeniom liczą na zebrane napiwki przy wypłacie rent i emerytur. Boją się, że w ogóle stracą te dodatkowe źródło utrzymania. Tylko nie można zapomnieć, że w grę wchodzi możliwość utraty życia. Tu firma nie może szukać oszczędności. Jednak korporacja zdaje sobie sprawę z powagi tej precedensowej rozprawy sądowej i dlatego przeciwko "mrówce" wycelowała armaty. Do tak oczywistego przez dyrekcję zwolnienia B. Kantorczyka firma staje przed sądem z dwoma pełnomocnikami. Z prawnikiem na etacie firmy (to nie wystarcza?) oraz dodatkowo posiłkuję się poważną prywatną kancelarią prawniczą i kosztami sadowymi pozwanego chcą obarczyć pozywającego firmę obecnie bezrobotnego Kantorczyka. To oczywista próba zniechęcenia i zastraszenia. Chyba jednak Poczta Polska ma coś na sumieniu i za nic w świecie nie chce stracić pieniędzy na lepsze zabezpieczenie swoich pracowników. |
| Brak wydarzeń |