„Gazeta Wyborcza” (GW) jest jednym z mediów, które najbardziej emocjonalnie reaguje na wszelakie próby podważenia „osiągnięć” transformacji systemowej.
Przedstawiamy poniżej wywiad, udzielony amerykańskiej witrynie internetowej Ideas & Action przez Kevina Doyla, członka oddziału irlandzkiej organizacji anarchosyndykalistycznej Workers Solidarity Movement z miejscowości Cork,
„Polska to zielona wyspa na mapie Europy” – w taki sposób rządowi ekonomiści nazwali nasz kraj, odnosząc się do dobrej kondycji polskiej gospodarki w czasach trawiącego całą Europę kryzysu
Protesty lokatorskie w Polsce są coraz głośniejsze. Rozwijają się w odpowiedzi na kolejne reformy prawa mieszkaniowego, realizowane w imię interesów deweloperów i kamieniczników.
Dla rządzących polskimi miastami przestrzeń miejska i zasoby mieszkaniowe jawią się niemal wyłącznie jako potencjalne źródło zysków, a nie jako sposób realizacji najważniejszych potrzeb miejskich społeczności.
O co chodzi z tym czarnym kotem? - pytają nas ludzie obserwujący czarno-czerwone flagi Inicjatywy Pracowniczej z umieszczonym na nich prężącym grzbiet najeżonym kocurem (a dokładniej jego kuzynem z rodziny kotowatych – żbikiem).
| Łaska zatrudnienia |
| środa, 04 marca 2009 18:06 |
|
Zatrudniony przez IPT Akromar w zielonogórskim Auchan placowy Roman Szczęsny, usłyszał rok temu od przełożonej, Danuty Dudek, słusznie oburzonej jego ciągłymi uwagami o łamaniu praw pracowniczych, że pracuje tylko z jej łaski. Pouczała go, że zleceniodawca – Centrum Handlowe Auchan – płaci firmie tylko za dwóch placowych, a IPT Akromar zatrudnia aż pięciu. Nic to, że plac to wraz z parkingiem i trawnikami prawie dwa hektary, trzeba też posprzątać magazyny, a i umyć dystrybutory paliw na stacji benzynowej (co nie należy już do obowiązków placowego). Nic to, że dysponując pięcioma placowymi trudno tak ułożyć grafik, by przynajmniej dwóch z nich sprzątało plac na jednej zmianie – w końcu muszą kiedyś spać. Nic to, że Roman Szczęsny był drugim najstarszym stażem placowym w CH Auchan. Pracownicy często pracowali nawet pięć niedziel pod rząd, choć kodeks pracy przewiduje wolną niedzielę co najmniej raz na cztery tygodnie. IPT Akromar łamała przepisy, zgodnie z którymi za przepracowane godziny nadliczbowe przysługuje dodatek w wysokości 50 lub 100 proc. Szefowie powierzali placowym identyczne zadania, jakie realizowali oni na podstawie umowy o pracę – sprzątanie placu – lecz w innych miejscach i czasie, często za wynagrodzeniem niższym niż w podstawowym czasie pracy. W tym celu firma zawierała z nimi umowy cywilnoprawne – a nieraz nawet pracowali bez umowy. Pracownicy powodowani wysokością wynagrodzenia – firma w swej dobroci płaciła im wynagrodzenie zbliżone do płacy minimalnej (obecnie 1276 zł brutto) – wielokrotnie zgadzali się na to. Tym bardziej, że często mogli tylko pomarzyć o premii. Niezbadane są wyroki... pracodawcy. Szczęsny, działacz OZZ „Inicjatywa Pracownicza” i ofiarny, często chwalony pracownik, nadużył dobroci swej firmy. To, że jako związkowiec domagał się poszanowania kodeksu pracy, można było jeszcze wspaniałomyślnie zbagatelizować. Lecz miarka się przebrała, gdy w lutym br. zagroził publikacją prasową o sytuacji pracowników. Łaskawcy zwolnili go za dwutygodniowym wypowiedzeniem. Ach, wy nierozumni czytelnicy! Zastanówcie się dwa razy, nim piśniecie o pracodawcy złe słowo. Piotr Krzyżaniak Tekst ukaże się w Trybunie Robotniczej z dnia 5 marca 2009 roku |
| Brak wydarzeń |