„Gazeta Wyborcza” (GW) jest jednym z mediów, które najbardziej emocjonalnie reaguje na wszelakie próby podważenia „osiągnięć” transformacji systemowej.
Przedstawiamy poniżej wywiad, udzielony amerykańskiej witrynie internetowej Ideas & Action przez Kevina Doyla, członka oddziału irlandzkiej organizacji anarchosyndykalistycznej Workers Solidarity Movement z miejscowości Cork,
„Polska to zielona wyspa na mapie Europy” – w taki sposób rządowi ekonomiści nazwali nasz kraj, odnosząc się do dobrej kondycji polskiej gospodarki w czasach trawiącego całą Europę kryzysu
Protesty lokatorskie w Polsce są coraz głośniejsze. Rozwijają się w odpowiedzi na kolejne reformy prawa mieszkaniowego, realizowane w imię interesów deweloperów i kamieniczników.
Dla rządzących polskimi miastami przestrzeń miejska i zasoby mieszkaniowe jawią się niemal wyłącznie jako potencjalne źródło zysków, a nie jako sposób realizacji najważniejszych potrzeb miejskich społeczności.
O co chodzi z tym czarnym kotem? - pytają nas ludzie obserwujący czarno-czerwone flagi Inicjatywy Pracowniczej z umieszczonym na nich prężącym grzbiet najeżonym kocurem (a dokładniej jego kuzynem z rodziny kotowatych – żbikiem).
| Pijcie ze smakiem pomyje! |
| środa, 15 kwietnia 2009 12:25 |
|
W produkcyjnej głuszy Zakład mieści się w miasteczku Oliva, niedaleko Gandii w prowincji Valencia. Jednak z podanego adresu dowiedzieć się można jedynie, że mieści się on na 206. kilometrze drogi N332. Na każdej z siedmiu linii produkuje się tu 2 mln sztuk napojów tygodniowo – jednak zakład wygląda jak zapomniane magazyny. Żadnych drogowskazów, tablic informacyjnych, dosłownie nic! Od strony drogi zakład przesłaniają krzaki. Kierowcy klną, nie mogąc tam dojechać. Kiedyś wydawało mi się to zwykłym przeoczeniem, lecz dziś wiem, że ten kamuflaż pozostaje celowy. Cały wyprodukowany towar przewozi się parę kilometrów dalej do dystrybutora (Oliva Logistic) – tam już nikt nie dojdzie, że cała produkcja to totalny chłam. Filmu grozy ciąg dalszy: równie ohydne jest „odzyskiwanie” produktu z opakowań 0,2 litra ze słomką do picia. Są zbyt małe, by je rozbijać o krawędź baniaka. Przed kryzysem po prostu trafiały na śmietnik: mało produktu, dużo pracy, efekt mizerny. Ale bandyta, jakim jest dyrektor generalny Refresco Iberia Fidel Castillo, potrafi i ten problem rozwiązać... Chodził długo koło śmietnika, zastanawiając się, jak zmniejszyć straty, zwiększyć wydajność i przypodobać się właścicielowi. Dawniej 3 proc. produkcji tracono bezpowrotnie jako odpady. Dziś nie notuje się żadnych strat. Napoje odzyskuje się również z brudnej podłogi i nigdy niemytych wiader. Przechowuje się je i segreguje w stojących nieraz tygodniami beczkach – a potem z zyskiem sprzedaje sfermentowane pomyje. Nie muszę dodawać, że mowa o napojach dla dzieci – ze specjalną szatą graficzną i bajerami. Rodzic chętnie je kupi: przecież to samo zdrowie! Kolorowe opakowanie, w środku sok, witaminy, sama radość. Kto będzie sprawdzał, co podaje dziecku? Tylko wbić słomkę – co tam smak, kolor, zapach... Musi być dobre: znany producent, informacje o witaminach na etykiecie, i kupione w zaufanej sieci handlowej. Czy to nie zwykły bandytyzm? Z powodu 3 proc. wcześniejszych strat zanieczyszcza się dziś całą produkcję. Bez żadnych skrupułów serwuje się konsumentom pomyje i zlewki, a nawet truciznę. Ludzie odpowiedzialni za ten proceder nie widzą w nim nic złego! Jeśli jesteś nowy, wystarczająco silny i nie jesteś Hiszpanem, obsługujesz dwie linie naraz – podwójna praca za te same pieniądze. Zdarzy się, że za karę, przez kilka dni pracuje tam również Hiszpan. Wszystko za przyzwoleniem skorumpowanych związków zawodowych – „reprezentantem” załogi jest kolega z biura szefa zakładu. Nikt nie może sprzeciwić się woli pracodawcy ani zaprotestować przeciwko praktykom, mającym miejsce przy produkcji. Zrobiłem, co umiałem – i zapłaciłem za to wysoką cenę. Rodzina z dwojgiem dzieci za moment może pójść na bruk. Wielu powie: po co ci to było? Trzeba myśleć o sobie i bliskich, zarabiać i nie pyskować. Wielokrotnie sam tak pomyślałem. Nie jestem Janosikiem ani wielkim sprawiedliwym. Tylko ciągle gdzieś w tyle głowy pojawia się obraz dziecka, pijącego to świństwo... Mam tylko jedno marzenie. Taka ostatnia wola człowieka, który czuje, że za moment zostanie żebrakiem. Chciałbym móc publicznie zadać pytanie pani prezes Pepsi Cola Company, Indrze Nooyi, która na ostatnim spotkaniu w Davos miała usta pełne słów o „kapitalizmie etycznym” – takim „z ludzką twarzą”. Chcę zapytać: Czyją zakazaną mordę ma kapitalizm w pani firmie? Widać musi być to twarz pana Fidela Castillo, dyrektora odpowiedzialnego za ten skandal. |
| Brak wydarzeń |